W blasku ostrzeją zęby gór. Ja także oczy zaostrzę… – Zielony Staw
4 marca 2010
W blasku ostrzeją zęby gór.
Ja także oczy zaostrzę.
Ostrze na ostrze.
Mądrość milcząca i spiętrzona.
Skały żywe.
Ściany milczące.
Turnie życzliwe.
Kiedy wakacje dobiegają końca, to człowiek robi bilans jak je spędził…
Czy były czasem, który przyniósł odpoczynek, radość i wytchnienie od codzienności, czy może niewiele się różnił od czasu pracy i szkoły. Myślę, że najlepszym „miernikiem” jak bardzo wypoczęliśmy w ciągu tych dwóch miesięcy jest nasz organizm, który jest gotowy do podjęcia nowych zadań i obowiązków lub nadal zmęczony.
Osobiście dla mnie wystarczy jeden dzień w górach by odnaleźć w sobie nowe siły do działania, pomimo że wędrówka nieraz kosztuje wiele wysiłku i trudu lecz tylko tego fizycznego a w zamian wędrowanie ofiaruje radość serca i odpoczynek psychiczny. Kto nigdy tego nie doświadczył, ten nigdy nie będzie mógł zrozumieć tych słów.
My którzy wędrujemy po górach, zawsze przedkładamy upór i wytrwałość w dążeniu do ustalonego celu nad czystą siłę. Wiemy, że każda wysokość, każdy krok muszą być pokonane cierpliwością, ciężką harówką, i że pragnienia nie mogą zastąpić wysiłku. Wiemy, że trzeba się zmierzyć z wieloma trudnościami. Cieszymy się wspaniałymi scenami rozgrywającymi się przed naszymi oczyma: cudownymi wschodami i zachodami słońca, pięknem wzgórz, dolin, jezior, lasów i wodospadów.
Kto idzie w góry, musi podjąć się wysiłku. Ale z wysiłku przychodzi siła, pobudzenie wszystkich zdolności, a z poczucia siły rodzi się przyjemność.
Powracamy do codziennych zajęć lepiej przygotowani do boju w walce życia i do pokonywania przeszkód na naszych drogach, wzmocnieni i podniesieni na duchu wspomnieniami o minionych wysiłkach i pamięcią o zwycięstwach na tamtych polach bitew.
Warto walczyć, by potem poczuć smak zwycięstwa ze zdobycia szczytu.
W tym numerze pragnę zachęcić do wędrowania po Słowackich Dolinach, a dla wytrwalszych po szczytach.
Słowackie Tatry różnią się od Polskich Tatr dzikością i ilością turystów na szlakach. Ostatnio próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie, która część Tatr jest piękniejsza… ta „nasza”, czy ta Słowacka. Szybko doszłam do wniosku, że ta i ta część ma swój niepowtarzalny urok, którego nie można do niczego porównać. Jednak wybierając się w Tatry Słowackie trzeba się liczyć z niestety większymi wydatkami, ponieważ obowiązuje tam euro.
Miejscem do którego dziś chciała bym zachęcić jest Zielony Staw i chata, która znajduje się na jego brzegu.
Mogę śmiało powiedzieć, że to miejsce przerosło najśmielsze moje oczekiwania . . . jest tam przepięknie. Sam widok na staw zwala z nóg. Ponad wielką i rozległą szmaragdowo-turkusową płaszczyzną stawu podnoszą się gigantyczne szczyty: po prawej imponująca Jastrzębia Turnia (Jastrabia Veža, 2137m), o dzikich, niedostępnych, pionowych ścianach; po lewej masyw Kieżmarskiego i trójkątna pionowa jego ściana, mająca niemal kilometr wysokości (sic!). sam główny wierzchołek jest zasłonięty przez niższy o zaledwie 42 metry czubek Małego. Pomiędzy zaś Kieżmarskim a Jastrzębią wieżą, nieco oddalone, nie tak strome, wznoszą się pięknie urzeźbione Baranie Rogi, Durny (Pyšny), Kołowy, Czarny, ich szczyty są skaliste, a podstawy zboczy pokryte zielenią. Ze żlebów opadają rozłożyste stożki piargowe, od dołu porastające kosodrzewiną i trawą. Wyżej zaś dostrzeżemy dwie białe nitki siklaw, Miedziany Wodospad na strumieniu spływającym doliną Miedzianą, leżącą między Łomnicą a Durnym, i Długi Wodospad na jego dopływie biorącym początek w dolinie między Małym Durnym a Czarnym. Kiedy się na nie patrzy, wydają się być blisko, na wyciągnięcie ręki; ale ich głuchy, wyciszony przez odległość szum wskazuje, że muszą być potężne i mocne, ale i bardzo odległe.
Jak trafić?
Do Zielonego Stawu można wyjść z trzech miejsc na Słowacji. Z Tatrzańskiej Łomnicy, od przystanku autobusowego/parkingu Biała Woda i Tatrzańskich Matlar . Szlaki ogólnie prowadzą niezbyt stromą drogą wzdłuż przepięknego potoku Kieżmarska Biała Woda. Szumiąc spływa on po kamieniach, tworząc kaskady i baseny, w których barwa wody tęczuje od białej do niesamowitego odcienia rozbielonej zieleni. Droga robi się stromsza, bardziej kamienista. W dalszym ciągu ocienia ją las. W zależności od bogactwa naszego ducha i stanu ciała może być ona nużąca (bo jest długa) lub wręcz przeciwnie. Kiedy pomiędzy drzewami pojawi się kosodrzewina, to znak, że wkrótce osiągniemy granicę lasu. Wkrótce kosówka osiąga przewagę nad drzewami, to one maleją, odsłaniając stopniowo przepiękny widok na szczyty otaczające Zielony Staw (z przodu) i na Tatry Bielskie (po prawej). Występują tu limby, jarzębiny i brzozy.
Idziemy brzegiem doliny, mając poniżej Zielony Potok. Wkrótce docieramy do Schroniska przy Zielonym Stawie.
Miejsce jest naprawdę uroczE, można tam przebywać godzinami jak nie dniami. Wycieczka nadaje się na niedzielną wyprawę dla całej rodziny. Piękno, którego się tam doświadczy doda sił na dni pracy i obowiązków.
Ten świat, gdyby nie GÓRY,
byłby przeraźliwie ponury.
Bo to w NICH jest ta tajemnica,
co raz strach wzbudza, a raz zachwyca.
GÓRY to przestrzeń, wolność i przyroda,
ptaki, drzewa, lodowata woda,
która w strumieniu przeźroczystym-
płynie swym rytmem, rwącym, wieczystym.
To w GÓRACH patrząc w dół ze szczytu,
przestajesz żałować swego bytu.
Męczący świat staje się pod Tobą taki mały,
a widok wokół nieskończenie doskonały…
Życzę aby każdy w swoim życiu doświadczył tego uczucia, gdy męczący i pędzący świat jest taki mały . . .
Sylwia Rusin
«