Góra zakonna, albo zakonnika góra…
24 marca 2011
Biel za oknem, mróz przyprawiający o dreszcze … to już przeszłość. Wiosna zagościła do nas na dobre i najsłodsze niesie nam tchnienia.
Dla niektórych z nas zima była okresem, w którym większość czasu spędziliśmy w domach, bez dłuższych spacerów i wycieczek. Lecz… czas powstać i „naoliwić” nasze kości po zimowym lenistwie.
Dziś pragnę Państwu przedstawić piękno zakamarków Tatrzańskich, które dostępne są tylko dla odważnych i mających doświadczenie wspinaczkowe ludzi, ponieważ na szczyt nie prowadzi żadna trasa turystyczna, tylko znajdują się tam trasy wspinaczkowe.
Góra brata Cypriana, bo o niej będę opowiadać jest miejscem, gdzie na szczycie zmieszczą się trzy może cztery osoby. Zdaję sobie sprawę, że Góra brata Cypriana niewiele Państwu mówi, dlatego przytoczę bardziej znaną nazwę tej góry – Mnich.
Mnich jest symbolem Tatr. Przewodnicy górscy noszą na swoich blachach przewodnickich zarys tej góry. Kształtem przypomina postać siedzącego mnicha w kapturze o czym opowiem w dalszej części artykułu.
Mnich – samotna turnia powyżej południowo-zachodniego brzegu Morskiego Oka, szczyt o wysokości 2068 m n.p.m. Słynna, północno-wschodnia (często mówi się wschodnia) ściana turni, którą prowadzą jedne z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych w Tatrach opada prawie pionowo 250 m w dół. Najłatwiejsza (choć też wspinaczkowa) droga, nazywana „przez płytę”, wiedzie od zachodu od strony Dolinki za Mnichem.
„Mnich, ale nie cichy braciszek.
Modli się – ale nie z pokorą.
Mgła siwa się nad nim kołysze,
Wiatr pod nim ugina bory.
Ku słońcu, ku niebu twarz wznosi.
Trwać śmiało i wytrwać obronnie –
prostą naukę głosi
kamienny w Tatrach zakonnik”
/Kazimierz A. Jaworski/
Skąd się wziął Mnich nad Morskim Okiem…
Po drugiej stronie Tatr, na słowackim Spiszu w Czerwonym Klasztorze, żył Brat Cyprian. Górale nazywali Klasztor Czerwonym od koloru cegieł, z których był zbudowany. Brat Cyprian pracował w klasztorze jako zielarz, aptekarz i lekarz. Poza tym zajmował się alchemią, wyrabiał materiały wybuchowe, produkował też lustra. Jego największym marzeniem było latać jak tatrzańskie ptaki, choćby orły. W tym celu przez długie lata pracował nad wykonaniem maszyny latającej. W końcu maszyna była gotowa. Wyglądała jak ptak i ryba zarazem. Zrobiona była z cisowego drzewa, a płótno zostało nasycone żywicą. Pewnego dnia Brat Cyprian zobaczył w lustrze, przez siebie wykonanym jezioro tatrzańskie, a nad jego brzegiem młodą śliczną pasterkę pasącą owce. Serce zrobiło mu mocniej, gdy usłyszał jej głos.
– Czy pragniesz mnie poznać Bracie Cyprianie? Jeśli tak, to przyleć do mnie nad jezioro na swojej latającej maszynie. Czekam na ciebie – powiedziała pasterka. – Tak, przylecę do Ciebie! – krzyknął Brat Cyprian, że aż zadudniło w górach. Pasterka znikła z lustra.
Wówczas usłyszał głos z niebios ostrzegający go przed lotem.
– Latać mogą tylko ptaki, a ty jesteś tylko człowiekiem, usłyszał tajemniczy głos. Brat Cyprian popadł w zadumę.
Nagle ni stąd ni zowąd pojawił się diabeł.
– Ona czeka na Ciebie – rzekł.
– Dobrze polecę nad jezioro! Odpowiedział Brat Cyprian. Diabeł aż zacierał ręce z radości, że przekonał Brata Cypriana do lotu, mimo ostrzeżeń niebios. Wytrwale pomagał mu w przeniesieniu maszyny latającej z Czerwonego Klasztoru na pobliski szczyt Trzech Koron. Brat Cyprian usadowił się w swojej maszynie latającej, rozejrzał się po okolicy, jakby się zawahał przed lotem nad jezioro.
Zauważył to diabeł, który ponaglał Brata Cypriana do lotu.
– Na co czekasz? Leć już! Krzyknął diabeł.
Brat Cyprian wystartował, wzniósł się w powietrze, coraz wyżej, oddalał się od wzniesień Pienin i kierował się w stronę Tatr.
Po paru godzinach lotu dotarł nad jezioro Morskie Oko. Nad jego brzegiem stała pasterka, jakby czekała na kogoś. Brat Cyprian wylądował nad brzegiem jeziora i wówczas dosięgła go kara niebios. Zerwała się burza z piorunami. Grzmot pioruna zmienił Brata Cypriana w skalny głaz, nazywany do tej pory Mnichem.
W Pieninach echem rozległ się diabelski chichot.
Takaż to legenda krąży po od Pienin aż do Tatr. A może jest w tym choć trochę prawdy? Bo kto widział tą górę zauważy w niej twarz mnicha w kapturze…
To już pozostawiam Państwu do rozważenia.
Nie każdemu jest dane zdobyć tą niezwykłą górę, z której widoki zapierają dech w piersiach i wzywają do okrzyku uwielbiania, tego Który stworzył to niezwykłe piękno.
Ja miałam szczęście wejść na Mnicha a na samym szczycie zjeść kanapkę z pasztetem, która do dziś była najsmaczniejszą kanapką w moim życiu:).
Z przewodnickim pozdrowieniem
Sylwia Rusin
«